Wczorajszy dzień upłynął nam na przyjemnym zajęciu, jakim niewątpliwie jest pisanie listów. Postanowiłyśmy podziękować przemiłej Tajwance i zrobić jej małą niespodziankę w postaci paczuszki od nas. Wspólnymi siłami udało się nam wykonać ręcznie robioną pocztówkę z misiem- wyklejenie go kuleczkami z bibuły to pracochłonna czynność, jednakże efekt wart był poświęcenia naszego czasu. Jak Wam się podoba?
Hojny w tym tygodniu listonosz przyniósł nam kolejne paczki, a w jednej z nich znajdowało się nasze zamówienie z Chin- urocze tasiemki do dekorowania. Kilka wzorów wykorzystałyśmy do ozdobienia listów i kopert. Nasze listy poleciały dziś na Tajwan, do Korei oraz Szwajcarii.
W kolejnej kopercie znalazłyśmy prenumeratę Przyjaciela Psa, którą udało nam się wygrać w konkursie organizowanym przez magazyn wraz z Nestle Puriną. To nasza ulubiona gazeta poświęcona czworonogom.
Ten tydzień jest dla nas niezwykle pozytywny, jeśli idzie o przesyłki. Wczoraj przyszła urocza paczuszka z Tajwanu, której zawartość możecie przejrzeć tu. Dzisiaj dotarła Wanekowa przedpłata zawierająca pierwszy tomik Ao Haru Ride! Już od momentu ogłoszenia tytułu nie mogłyśmy się doczekać tej mangi. W kopercie poza samym komiksem znalazł się również plakat i zakładka. Mogłoby się wydawać, że jesteśmy nieco za stare na ekscytowanie się plakatami, jednakże nas takie bonusy szalenie cieszą :)
Korzystając z dnia wolnego postanowiłyśmy wygospodarować trochę czasu na psią pielęgnację. Dokładne wyczesanie Haru zajmuje około godziny, z Kumi idzie znacznie szybciej. W piątek mała wybiera się do psiego fryzjera- idzie wiosna, więc czas na sznaucerkowe strzyżenie. Przy okazji zapiszemy Haru, gdyż niedługo nietrudno będzie pomylić go z owieczką ^_~
Do czesania używamy grzebyków oraz szczotki z włosia.
Pomijając fakt, że trzeba było wstać wcześnie do pracy, dzisiejszy dzień zapowiada się naprawdę świetnie! Nana poinformowała mnie o wyjątkowej przesyłce, jaką dziś otrzymałyśmy z Tajwanu! Jest to jeden z dwóch krajów azjatyckich, które bardzo pragniemy kiedyś odwiedzić, dlatego każda pocztówka czy drobiazg niezwykle nas cieszą.
Sara, która wylosowała nasz adres na stronie postcrossing, postanowiła zrobić nam niespodziankę. W paczuszce zamiast jednej kartki, znalazły się aż trzy! Dodatkowo, wiedząc, że interesujemy się koreańską grupą SHINee, a ja jestem nałogowym spijaczem herbaty, dorzuciła stronę poświęconą lśniącej grupie z chińskiej gazety oraz dwie herbatki. Niedawno w Azji zakończyły się noworoczne obchody i z tej okazji otrzymałyśmy również czerwoną kopertę z pieniążkiem na szczęście.
Dawno nie odzywałam się na blogu osobiście, a to dlatego, że długo rozmyślałam czym mogłabym się z Wami podzielić. Przeglądałam ostatnio blogi o tematyce handmade i zainspirowały mnie do tworzenia słodkich, niepowtarzalnych ozdób do pokoju czy drobnych upominków dla kogoś specjalnego. Myślę, że takie przedmioty są bardzo oryginalne i naprawdę miłe dla oka. Sam proces jest oczywiście pracochłonny, ale wierzcie mi będziecie zadowoleni z efektów takiej pracy :) Jeśli ktoś ma zmysł artysty i potrafi wyobrazić sobie z tektury, papieru kolorowego oraz kawałków materiału prześliczne pudełko, to nie powinien mieć najmniejszego problemu. W Internecie jest masa stron, blogów, nawet w językach obcych z dokładnymi objaśnieniami i instrukcjami, z którymi nawet początkujący sobie poradzi. Dużym plusem handmade'u jest to, że nikt nie zrobi identycznej pracy, ponieważ jest ona wyjęta z Waszej wyobraźni, dlatego zachęcam do spróbowania!
Pokażę moje dotychczasowe prace, które wykonałam :)
Pudełeczko na koperty z delikatnym zdobieniem.
Z racji tego, że ostatnio były Walentynki, pokusiłam się o zrobienie miłego prezentu dla naszej przyjaciółki z Korei :) Oto pudełeczko ze słodkościami.
Wkrótce przygotuję kolejne rzeczy, ale tym razem z dokładnym instruktażem :)
Tak jak pisałyśmy kilka dni temu, pomysł z miesięcznym podsumowaniem zakupów podpatrzyłyśmy na kilku innych blogach. Wydaje się nam również, że mamy teraz idealną sposobność ku temu, aby coś takiego zapoczątkować na Smile Once Again. Więc zaczynamy!
Na pierwszy ogień pójdą mangi, których zbyt wiele nie ma- złożyłyśmy jedno większe zamówienie na Komikslandii, jednakże musimy poczekać do premiery Doushitemo Furetakunai, zanim paczka zostanie wysłana. Także na chwilę obecną kolekcja powiększyła się nam o dwa nowe tomiki.
Beast Master to styczniowa nowość od Waneko, która nas kompletnie oczarowała! Leo, główny męski bohater serii, to zupełne przeciwieństwo ironicznego Kurosakiego, znanego z serii Dengeki Daisy. Autorką obu mang jest Kyōsuke Motomi, co właściwie widać od razu dzięki charakterystycznej dla niej kresce. Samo wydanie mangi jest bardziej niż przyzwoite i z niecierpliwością oczekujemy 2 (i zarazem ostatniego :( ) tomiku. Drugą zakupioną w tym miesiącu mangą jest Walkin' Butterfly od Taigi. Fabularnie bardzo wciąga, choć wielu porównuje ją do Paradise Kiss- trzeba jasno i wyraźnie stwierdzić, że to dwie zupełnie inne historie. To by było na tyle, jeśli chodzi o styczniowe mangi. Teraz przejdźmy do kosmetyków, których troszkę się zebrało. Kosmetyczne łupy podzielimy na dwie grupy: zakupione i sprezentowane. Nie jesteśmy zwolenniczkami codziennego makijażu, toteż na naszej półce goszczą głównie produkty pielęgnacyjne. Ostatnio przekonałyśmy się do marki Innisfree i pokusiłyśmy się o scrub/peeling oczyszczający Jeju Volcanic Pore Scrub Foam. Delikatny, a jednak niezwykle skuteczny! Żel od Mizona kupujemy regularnie od dłuższego czasu, także ta tubka Snail Recovery Gel jest uzupełnieniem zasobów. Pianka oczyszczająca Milky You od Etude House do stosowania na co dzień sprawdza się doskonale. Nie podrażnia umęczonej mrozem skóry. Ten winiacz z centrum fotografii to nic innego jak sleeping mask- żel do stosowania na noc. Wine Therapy pachnie naprawdę intensywnie (oczywiście winem), ale dość krótko. Na chwilę obecną to nasz ulubiony produkt z grupy sleeping packów. Ostatnim zakupionym kosmetykiem pielęgnacyjnym jest Eye's Cream, również od Etude House, którego jeszcze nie miałyśmy przyjemności wypróbować, gdyż czekamy aż skończy się obecnie używany krem pod oczy. I na koniec dwa produkty typowo makijażowe: baza Baby Choux oraz pomadka Dear My Blooming Lips Talk w odcieniu pięknej, żywej czerwieni. Całkiem niedawno odkryłyśmy, że pasuje nam ten, bądź co bądź, odważny kolor. A tu prezenty, które otrzymałyśmy od przyjaciółki z Korei Eun Jin, o czym wspominałyśmy już przy recenzji perfum w kremie :) Na święta dostałyśmy od niej mini zestaw z serią produktów Moistfull Collagen, a w styczniu zrobiła nam niespodziankę, przysyłając pełnowymiarowy krem i esencję.
Na koniec zostawiłyśmy nasze nowe nabytki do kolekcji. A kolekcjonujemy wszystko co ma związek z Rainie Yang oraz koreańską grupą SHINee (ściślej rzecz ujmując- Taeminem). W styczniu udało nam się zdobyć bardzo tanio album koncertowy SHINee World (2CD) oraz DVD z tegoż właśnie show. Na ebayu wylicytowałyśmy niedrogo ich japoński singiel 321, oczywiście z kartą kolekcjonerską z Tae. Z tego zakupu jesteśmy niezwykle usatysfakcjonowane, gdyż im dalej od premiery singla, tym droższa i trudniej dostępna jest karta z wizerunkiem maknae. Na zdjęciu widoczny jest też album Trap, na który Taemin nagrał tytułową piosenkę wspólnie z Henrym. Kolejnym ebayowym zakupem jest DVD z filmem Spider Lilies, w którym zagrała Rainie. Jest to wydanie limitowane (zawiera bonusowy dysk), niedostępne już w regularnej sprzedaży. Udało nam się także zakupić magazyn KKBOX ze śliczną sesją panny Yang w środku. Te dwie małe karty na gazecie zgarnęłyśmy całkiem przypadkiem, również na ebayu. Czasem warto przeglądać różne licytacje i aukcje :)
Eun Jin oprócz kosmetyków sprezentowała nam magazyn Vogue Girl z sesją Lee Taemina, a także limitowane pocztówki od Etude House.
To był niezwykle urodzajny miesiąc! Podejrzewamy, że kolejne nie będą już tak obfite pod względem zakupów.
Bardziej szczegółowo na temat każdego z produktu z pewnością wkrótce rozpiszemy się w oddzielnych postach :)
Grudzień i styczeń to miesiące, które obfitowały u nas w nowości kosmetyczne z Korei. Część produktów zakupiłyśmy, pozostałe to prezenty od przyjaciółki Eun Jin. O jednym z otrzymanych prezentów chciałybyśmy dziś nieco więcej napisać. Mianowicie o Pink Candy Sweet Cake Fragrance, czyli niczym innym jak perfumach w kremie :)
Słowem wstępu naszej pierwszej kosmetycznej recenzji warto może wspomnieć, iż produkty od Etude House uwielbiamy! Opakowania mają przepiękny design, a same kosmetyki są naprawdę skuteczne i pachną wręcz apetycznie. Nie inaczej sprawa wygląda z testowanymi przez nas perfumami w kremie. Ale po kolei.
Tak jak w przypadku wielu innych produktów, firma Etude również tym razem postanowiła zaprojektować opakowanie Cake Fragrance tak, aby przywodziło na myśl pyszny słodycz- padło na lizaka. Właściwe opakowanie perfum stanowi jednak wyłącznie górna jego część, "patyczek" to zwykły papierek z logo EH i nazwą produktu. Pudełeczko z perfumami otwiera się jak puderniczka i podobnie jak ona, posiada lusterko.
Skoro są to perfumy, to najbardziej istotną właściwością produktu jest zapach. Zaraz po otworzeniu opakowania uraczył nas bardzo słodki, dziewczęcy i przyjemny zapach. Ciężko go jednoznacznie opisać, jednakże da się wyczuć waniliowe i truskawkowe nuty. Nie jest on mdły ani duszący.
Wiele osób, które testowało ten Cake Fragrance twierdzi, iż jego konsystencja jest kremowo-woskowa, my określiłybyśmy ją bardziej jako kremowo-pudrową. Po wsmarowaniu w skórę (np. na nadgarstkach czy za uszami) szybko się wchłania, a sam zapach utrzymuje się do kilku godzin.
Podsumowując: zapach, którym tym razem uraczyła nas firma Etude House zdecydowanie przypadł nam do gustu. Jest względnie trwały, dziewczęcy, ale zarazem elegancki. Opakowanie jest niewielkie, więc powinien zmieścić się do każdej, nawet tej małej torebki. Z pewnością zakupimy kolejny :)
Pink Candy Sweet Cake Fragrance Marka: Etude House